sobota, 13 kwietnia 2013

Zakłopotanie - Rozdział 6

                                                                           ~JANE~
Leżałam na łóżku przerażona, w zamkniętym pokoju, bijąc się z myślami. W pewnym momencie naszła mnie nadzieja, że to sen. Cały dzisiejszy wieczór oraz atak Kaz'iego. Bo nie można było tego inaczej, w miarę logicznie wytłumaczyć. Byłam wściekła i przestraszona, nie wiedziałam o co mogło w tym wszystkim chodzić. A może tak działała moja wyobraźnia? Ktoś zapukał jeszcze tego dnia do drzwi, jednak nie miałam najmniejszego zamiaru ich otwierać. Może to był Matt? Trudno, ostatni raz gdy go widziałam nie wyglądał na... Na takiego, jaki był w stajni. Wspominając to miałam na całym ciele dreszcze, które sprawiały, że moje drobne włosy na karku stawały dęba. Byłam ciekawa, kim była Rose. Kim, bądź czym ona była, bo nie była człowiekiem. Może miałam rację, była wysłannicą diabła? A może była krwiożerczym wampirem, który czując moją ciepłą krew pulsującą w żyłach, nie wytrzymał i rzucił się do ataku? To by tłumaczyło jej zachowanie oraz złote oczy, które budziły we mnie pewien respekt. Noc spędziłam w zamyśleniu, analizując zaistniałą sytuację, każde słowo które wypowiedział Matt. I ten okropny charkot, który wydawała z siebie Rose. Nawet do mnie nie przyszła, aby wyjaśnić co się stało. Szczerze liczyłam na to, że wróci za mną do domu. Tymczasem pukanie do drzwi ustało po kilku sekundach, a Rose nie pojawiła się w domu przez najbliższe pięć dni. Wydało mi się dziwne, że Sara nie denerwuje się zniknięciem córki, Matt nie pojawiał się przez ten czas w stajni, ani na podwórku. Tylko raz, Kate zapytała mnie co się stało tamtego wieczoru, jednak ja uniknęłam odpowiedzi, po prostu ją ignorując. Obraziła się na mnie za tą zniewagę, jednak nie interesowało mnie to na tyle, bym odważyła się ją przeprosić. Wszyscy jakby o tym zapomnieli, a Rose i Matt zniknęli z powierzchni ziemi. Może oni są parą, może uciekli gdzieś razem... - Powtarzałam sobie w myślach. Niby starałam się to przyjąć do wiadomości i udawać brak zainteresowania, jednak ciężko było znieść myśl, że chłopak który mi się podobał, jest gdzieś daleko ode mnie, z dziewczyną która chciała mnie zamordować.
- Jane? - Odwróciłam głowę błyskawicznie, rozpoznając ten wyraźnie piękny dla mnie głos. Ujrzałam Matt'a, wchodzącego do stajni. Jak zwykle pogodny i uśmiechnięty, zbliżył się do mnie i Księcia, którego odwiedzałam codziennie rano. Wieczorami bałam się tutaj zaglądać, przez sytuację sprzed pięciu dni. Nauczyłam się też rozglądnąć dookoła, zanim zdecyduję się wyjść za dwór. Stojąc na tarasie, z przerażeniem w oczach wypatrywałam czającej się na mnie Rose, która jakby zniknęła z naszego życia. Mimo wszystko za każdym razem czułam jej obecność, choć jej nigdzie nie widziałam. Widząc stojącego przede mną chłopaka, mimowolnie uśmiechnęłam się odwracając wzrok na karego ogiera. Na to właśnie czekałam. Aż ujrzę go tutaj, przy koniach.  Mruknęłam pod nosem coś na wzór " Hej ", jednak brzmiało to bardziej jak jęknięcie, niż jak optymistyczne powitanie. Kątem oka zauważyłam, że Matt przestał się uśmiechać. Wpatrywał się w zamyśleniu gdzieś w ziemię, jakby przeniósł się świadomością gdzie indziej, do innego świata. Stał tak lekko przygarbiony, nie odzywając się ani słowem.
- Zniknąłeś. - Szepnęłam, gładząc po chrapach konia widocznie zadowolonego naszym towarzystwem. Powiedziałam to na tyle cicho, że sama ledwo siebie zrozumiałam, jednak miałam wrażenie, że Matt słyszał to równie dobrze, co Książę, który skierował jedno ucho w moją stronę. Nie miałam odwagi spojrzeć mu w oczy, więc udawałam, że jestem zajęta rozczesywaniem palcami grzywy konia.
- Musiałem... - Zaczął powoli, nie odrywając wzroku od ziemi. - Coś załatwić. Rodzinne sprawy. - Dodał z przekonaniem w głosie, jednak po chwili domyślił się że nie uwierzyłam w jego słowa, gdy zauważył moją minę. Ważne sprawy rodzinne, z Rose? Nie chciało mi się jakoś w to wierzyć.
- A Rose? - Powiedziałam głośniej, jednak wymawiając jej imię głos załamał mi się, jakbym miała się zaraz rozpłakać. Nieco się speszył słysząc moje pytanie, jednak nie dostałam odpowiedzi. Znów wgapiałam się w konia, z trudem odrywając od niego wzrok. Po co ja z nim właściwie rozmawiam? Ostatnio pokazał mi, że muszę uważać na tutejszych ludzi. Przypomniałam sobie jego groźny ton głosu, uspokajający Rose. On też był w to zamieszany. Może on też planuje mnie zabić? A przynajmniej skrzywdzić. Bałam się, bo nie wiedziałam czego mam się po nim i jego dziewczynie spodziewać. Jeżeli Rose w ogóle była jego dziewczyną, bo z tego co mi tłumaczył, to ,, Nie do końca ". A z drugiej strony nie wiem, czy powinnam mu w cokolwiek wierzyć, czy też nie. Poczułam złość. Nie był ze mną szczery, a po ataku Rose nawet nie przyszedł i nic nie wyjaśnił. Nie pomógł mi, gdy byłam przerażona wyjściem z pokoju. A powinien, skoro tak dzielnie mi towarzyszył przez poprzednie dni. Wyszłam ze stajni, zostawiając go za sobą, stojącego przy Księciu. Nasłuchiwałam czy za mną idzie, jednak nic na to nie wskazywało. Czyli jednak jestem walnięta, bo nic nie rozumiem. A on widocznie nie miał odczucia, że musi mi cokolwiek wyjaśniać.
- Jane, poczekaj. - Kamień z serca. Słysząc jego słowa, zatrzymałam się od razu. Zrobiłam to jednak za szybko, pewnie się zorientował, że tylko na to czekałam. Powiedz mi, co tu się dzieje. Powiedz! - Krzyczałam w myślach. - Naprawdę musiałem odejść na te kilka dni. Są problemy z... - Przerwał zmieszany, podchodząc powoli w moją stronę. Stałam już do niego odwrócona, wsłuchując się w jego delikatny i ciepły głos. - Z moim ojcem. - Dodał, stojąc już ze mną twarz w twarz.
To wszystko? Naprawdę, nie miał mi nic więcej do powiedzenia? A na przykład ,, Wybacz za Rose, ona zapragnęła po prostu Twojej krwi " ? Nic? Zupełnie? Stał tak i wpatrywał się w moje oczy, jakby czytał mi w myślach.
- Co tu jest grane, Matt? - Powiedziałam nieco zestresowana jego bliskością, przełykając ślinę. - Co to było, wtedy... - Opuściłam głowę ku ziemi. - Z Rose...
Szeptałam, jakbym pragnęła by nikt tego nie usłyszał. On stał przede mną w bezruchu, wyglądając znów na zamyślonego.
- Proszę, domyśl się sama... - Powiedział cicho, ledwie słysząc te słowa. - Ty sama znasz na to odpowiedź... - W tym momencie jego słowa zabrzmiały jak rozpaczliwe wołanie o pomoc, co sprawiło, że serce zaczęło mi mocniej bić. Co on miał na myśli? Czego ode mnie oczekiwał? Liczyłam na prostą odpowiedź ale było jasne, że bezpośrednio od niego jej nie uzyskam. Matt odwrócił się ode mnie, przechodząc obok stajni. Stałam jak wrośnięta w ziemię, czekając, aż stracę go z oczu. Wszedł w las, po chwili znikając za drzewami.
Znów zaczęłam myśleć nad ostatnim dniem, gdy widziałam Rose. Nad jej dziwnym zachowaniem, nad ciągłym zamyśleniem i lękiem w oczach Matt'a, oraz nad lasem, który pochłonął go przed chwilą w swojej głębi. I nagle jedna myśl. Książka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz