~JANE~
Koniec roku szkolnego, wakacje. Nareszcie... Dwa długie miesiące, pełne wypoczynku i nowych wrażeń.
Włożyłam klucz w zamek drzwi, przekręciłam go i nacisnęłam srebrną klamkę. Irytowała mnie. Tak, ta srebrna klamka była denerwująca. Nie pasowała do drzwi, ani do domu, kompletnie do niczego, była ohydna. Kiedy nie miałam o czym myśleć, wytykałam klamce jej wady, bo co bym mogła robić innego. Trzasnęłam drzwiami, jak zawsze podeszłam do lusterka na przedpokoju rozczesując palcami włosy. Zawsze po powrocie do domu wyglądają strasznie. Jedyne, co mi się w nich podobało, to ich ciemny i intensywny brązowy kolor, którego zazdrościły mi koleżanki. Pasowały mi do twarzy, ale nie do mojego dzisiejszego stroju - Śnieżnobiała koszuleczka z kołnierzem, czarna spódniczka i półbuty. Nie znosiłam spódnic, sukienek, miniówek i tego wszystkiego takiego " dziewczyńskiego ". Trudno, nie lubię typowych dla dziewczyn w moim wieku strojów.
- Jane, jesteś już? - Mama. Kocham ją nad życie, jednak czasami bywa zbyt zatroskana. Mam już parę ładnych lat, nie potrzebuję jej opieki na tyle, na ile by chciała.
- Jestem, jestem. - Ruszyłam w jej kierunku, przechodząc obok kuchni, później łazienki i pokoju siostry. - A Kate jeszcze nie ma?
- Nie, napisała do mnie, że wróci później. - Krzyczała nadal z salonu.
Po chwili stałam u jej boku. Stała przy swoim ulubionym stoliku, z okularami do czytania na nosie. Miała krótkie i gęste włosy sięgające na długość brody. Kolor identyczny do moich, ale u niej wyglądały lepiej.
- Mhm. No dobra, idę do siebie. W końcu zakończył się ten koszmarny rok, idę zacząć regenerację.
Mama uśmiechnęła się i spojrzała w moim kierunku.
- Tak, tak. Ty się codziennie tak regenerujesz, leniu. - Zażartowała. Często mi wytykała, że jestem leniem, co jest w 100% prawdą.
- Cóż mogę poradzić. Geny. - Zaśmiałam się.
- Ty, ty! Genów proszę mi w to nie mieszać.
Otworzyłam drzwi od swojego pokoju, i już po chwili zmarkotniałam. Bałagan... Znów. Nie miałam sił na sprzątanie, chciałam się położyć spać. Podeszłam do swojego dużego łóżka, położyłam się na miękkiej, jasnej pościeli. Przymknęłam oczy, przestałam myśleć o czymkolwiek. Czułam już, że zasypiam, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Ktoś uparcie dzwonił i dzwonił, bez końca.
- Cholera, no... - Wymamrotałam. - Otworzysz mamo?!
Mama właśnie przechodziła obok mojego pokoju.
- Nie drzyj się tak, przecież idę. - Zbliżyła się do drzwi, nacisnęła znienawidzoną przeze mnie klamkę, otwierając drzwi.
- O, już jesteś? - Usłyszałam jej zaskoczony głos.
- Jestem. - To Kate. Wróciła właśnie do domu. No tak, tylko ona zawsze tak długo naciska dzwonek. Ale kluczy nie weźmie za żadne skarby. - Plany odwołane, bo Rose nie mogła... - Przerwała. - Jane jest w domu?
Otworzyłam oczy. Od kiedy tak ją interesowało, czy jestem w domu? Pewnie coś chce, na bank. - Pomyślałam.
- Powiedziałaś jej już? - Powiedziała pół tonu ciszej.
- Ale o czym miałam jej powiedzieć? - Zapytała zdziwiona.
- No! Wiesz co, mamo? O cioci... Sarze! - Zaczęła się cieszyć w niebo głosy.
- Ahh, no rzeczywiście! Zapomniałam. - Powiedziała przejęta. - Jane! - Zawołała.
Nie odezwę się. Nie odezwę się. Może sobie pójdzie. Zamknęłam oczy, przekręciłam się na bok. Może sobie pójdzie... Nagle mama otworzyła drzwi od pokoju, zaglądając w stronę łóżka.
- Jane. - Powtórzyła. - Nie udawaj młoda, wstawaj. Musimy pogadać.
Otworzyłam jedno oko.
- A co to, wywiadówka była? - Rzuciłam zaspana.
- Nie cwaniakuj, wstawaj. - Dodała i wyszła z pokoju.
- Szlaaaggg... - Powiedziałam pod nosem.
Wygramoliłam się powoli z łóżka, spojrzałam w lustro - Włosy w stanie okropnym. Trudno, na pokaz mody nie idę. Wyszłam z pokoju, przecierając oczy.
- No? - Zapytałam mamy, która siedziała właśnie na czarnej kanapie.
- Ciocia Sara dzwoniła. - Powiedziała spokojnie.
- Fajnie. - Lubię Ciocię. Miszka w pięknym domu, obok mega wielkiego lasu - Prześliczne miejsce. W dodatku ma wspaniałego psa, 6 własnych koni. Zawsze chodzi ubrana tak elegancko, ma czarne, krótkie włosy - jak mama.
- Jedziemy do niej na wakacje. - Dodała uśmiechnięta.
- O... To... Fajnie. - Naprawdę się ucieszyłam. Może nie każdy o tym wie, ale fascynują mnie wilki. Będę mogła pospacerować po lesie, poszukać ich śladów. Byłoby super. - A kiedy jedziemy?
- Jutro rano wyjeżdżamy. Ojciec dzisiaj wieczorem wróci z pracy, weźmie sobie urlop. I już jutro od razu z rana pojedziemy.
- Już jutro? Czemu nie uprzedziłaś? - Zapytałam zaskoczona.
- Ja też nie wiedziałam, ciocia dzisiaj dzwoniła. - Wtrąciła się Kate.
W jednej chwili nastała cisza w pokoju. W głębi serca tak się cieszyłam, że aż zaczęłam lekko drżeć.
- Okej. To... Idę się powoli przygotować, w końcu jutro nie będzie czasu.
- No, leć. - Powiedziała jakby obojętna mama.
Ruszyłam w stronę pokoju. Kate zaczęła znów się cieszyć jak dziecko, mimo, że miała już 15 lat. W sumie, ja też się tak cieszyłam, tylko w głębi duszy, a byłam od niej starsza o rok.
- Yeah. - Szepnęłam, wchodząc do pokoju.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz